Sen Rusłana

Dzisiaj na warszawskie lotnisko imienia Chopina przyleciał jeden z największych samolotów świata AN-124-100M-150.
HP1_5403
Noc spędza na płycie lotniska towarowego, w towarzystwie licznych fotografów i osób chcących zobaczyć tego kolosa. Nasz dzisiejszy gość, to wersja cywilna z zachodnią awioniką należący do ukraińskich linii Antonov Airlines. Ciekawostką tego pojazdu jest podnoszona część dziobowa umożliwiająca szybki załadunek.
Czytaj dalej

Reklamy

Czekając na wakacje

Mija właśnie kolejny chłodny dzień tegorocznego długiego weekendu. Słońce chowa się gdzieś za chmurami, wiatr ustał, deszcz już nie pada.
Tęskniąc za prawdziwie majową pogodą, przeglądam stare zdjęcia. Na załączonym temperatura powietrza w momencie wykonywania zdjęcia, była większa niż dzisiaj w południe. Dodatkowo system centralnego ogrzewania, jak co roku zgodnie z kalendarzem i bez względu na temperaturę został wyłączony. Pozostaje tylko czekać na ciepłe dni.
_HP11063-Edit-2

Znaki

Jedną z rzeczy która mnie irytuje na polskich drogach (obok czasem bezsensownych ograniczeń prędkości) są znaki. Tak dokładnie to nie same znaki, ale ich ilość… ilość przypadająca na kilometr bieżący. Czasem tych znaków jest tak dużo, jak w najstraszniejszym horrorze. Czyli tak dużo że nie sposób ich przeczytać, przeanalizować, zrozumieć, zastosować. Wydawało by się że znaki przekazują kierowcy ważne informacje, a nie tylko stoją aby stać. Znam miejsca gdzie zielona tablica z nazwą miejscowości zasłania białą tablicę oznaczającą teren zabudowany (czyli bardzo ważną z punktu widzenia lokalnego budżetu), zasłaniającą ograniczenie prędkości (to już może być ważne dla życia np. pieszych).

Bawiłem się ostatnio w spacerowanie z aparatem po zmroku. Jedno z ciekawszych ujęć powstało na ulicy Koszykowej. Niebo jeszcze nie było całkiem czarne, pewnie w centrum nigdy nie jest. Parkujący samochód ciekawie oświetlił prawą część kadru, zimowe drzewa pozbawione liści podkreślają chłodną atmosferę, ocieplaną jedynie przez żółtawe światło latarni. W oddali świecąca bynajmniej nie bezcenna oferta sylwestrowa jednego z hoteli.

Spokojny późno jesienny miejski widok. Zaciekawiła mnie w tym obrazie liczba znaków. Nie magicznych, boskich, czy nadprzyrodzonych. Takich zwykłych znaków jakich dużo (za dużo) na naszych drogach i ulicach. Na przedstawionym zdjęciu widoczny jest odcinek ulicy o długości mniej więcej stu metrów. Na takiej przestrzeni drogowcom udało się umieścić tuzin samych znaków z literą „P” (i nie liczę tych umieszczonych na parkomatach). Na tej uliczce obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km na godzinę, czyli na przejechanie całej kierowca potrzebuje około 13 sekund. To jest mniej niż sekunda na znak (ograniczając się tylko do tablic „P”), a znaki umieszczone są po obu stronach ulicy. Aby uatrakcyjnić jazdę znaki ozdobiono tabliczkami przedstawiającymi symbole i litery układające się w słowa. Pół biedy jeśli ktoś szuka miejsca do zaparkowania i jedzie w tempie umożliwiającym szukanie. Jeśli jednak się spieszy i jedzie z prędkością dozwoloną, jednocześnie uważa na znaki bowiem okolica znana z uliczek jednokierunkowych i czasem ze zmienianym kierunkiem.

W tym całym chaosie informacyjnym za potrącenie przebiegającego dziecka z piłką będzie odpowiadała „nadmierna prędkość” lub cena zabawy sylwestrowej, bo znaki są tylko dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Przejście

Nocą zwykłe rzeczy wyglądają inaczej. Przykladowo zwykłe przejście dla pieszych może posiadać magiczny wyjątkowy charakter, którego nie widać w dzień.

20121204-092510.jpg

Galeria

Woda i światło

This gallery contains 9 photos.

Być może był to ostatni taki ciepły weekend z wieczornymi fontannami na podzamczu. Pokaz wody i światła już na pierwszym zdjęciu intryguje, wygląda jak wielkie ognisko. Na ostatnim zdjęciu jest prawdziwy ogień i chwilę po wykonaniu zdjęcia ten ogień sam … Czytaj dalej

Z tęsknoty za kliszą

Nie mogę się zebrać w sobie, aby odkopać schowaną głęboko lustrzankę negatywową, czyli obecnie analogową. Trochę boję się tej magii jaka towarzyszyła każdej zrobionej klatce filmu i tego oczekiwania na wywołanie. Teraz jest łatwiej robimy zdjęcie i od razu widzimy efekt na wyświetlaczu aparatu lub podłączonym komputerze. Jest łatwiej, ale w zamian utraciliśmy tą swoistą magię. Obliczanie parametrów ekspozycji w głowie, korygowanie wbudowanego światłomierza na wyczucie, kadrowanie z małym marginesem aby decyzję podjęć pod powiększalnikiem, to wszystko zabrała nam cyfryzacja. Zamiast ciemni mamy jaśnię (ang. lightroom), zamiast oczekiwania szybkość, zamiast powiększalnika komputer i drukarkę, zamiast zapachu odczynników nic. Kiedyś ograniczała nas długość kliszy zwykle 36 czasem 24 klatki, teraz ogranicza nas pojemność bufora przy zdjęciach seryjnych z prędkością 10 klatek na sekundę. Ilość zdjęć na kartę jest tak duża, że nie stanowi praktycznego ograniczenia.

 

I tak sobie rozmyślając bawiłem się jednym z ostatnich moich zdjęć. Postanowiłem nadać mu wygląd przypominający wspomnienia i miniony charakter odbitek „analogowych”.

Jeszcze jedno się zmieniło, w dawnych czasach licznik odliczał klatki na kliszy i zerowało się go wyjmując film. Obecnie licznik jest bezwzględny jak technologia która go stworzyła, liczy od początku życie naszej migawki. Oczywiście nie mówię tu o tym widocznym na wyświetlaczu liczniku, mam na myśli tego ukrytego krasnala, który przewraca koraliki na swoich liczydłach i efekt wpisuje po cichu do każdego zdjęcia. Powyższe jest z tego względu szczególne, krasnal nadał mu magiczne oznaczenie 518 518 i może chociaż to łączy z dawną magią.

Nowy Sącz

Losy ostatnio rzuciły mną do tytułowego miasta, zakładając z góry ciekawe widoki zabrałem aparat. Dojechaliśmy na miejsce w złotej godzinie, było na co popatrzeć… niestety tylko przez chwilę, praca to praca, a po pracy było już ciemno i głodno…

Bezpowrotnie tego dnia przepadły stare hale fabryczne, drewniane dźwigi, wielkie urządzenia starsze od moich rodziców i niesamowity klimat oświetlenia marcowego zachodzącego słońca.

Pomimo zmęczenia nie da się w nowym miejscu zwyczajnie położyć. Zabieram aparat, mały statyw, zostawiam lampę. Na zewnątrz lekki mróz i opadająca mgła, dziwne połączenie, ale jak widać możliwe.

Zdjęcie celowo bez obróbki i w „złotych barwach”. Nikon D3, Sigma 24-70/2.8 32mm, f4.5, 1/20s., ISO 5000

Marcowa pogoda powoduje, że lustrzanka integruje się z właścicielem poprzez skórę pozbawioną rękawiczki. Statyw i pięć sekund na poprawę ukrwienia prawej dłoni.

Nikon D3, Sigma 24-70/2.8 at 24mm, f/6.3, 5s., ISO250

Statyw jaki zabrałem ze sobą mieści się w kieszeni, dzięki temu bogaty w detale budynek Urzędu Miejskiego możemy podziwiać z żabiej perspektywy (czyli z punktu widzenia potencjalnego Pana petenta).

Spacerować i robić zdjęcia można przy dowolnej pogodzie i o dowolnej porze, jednak należy pamiętać o tym, że:

Nikon D3, Sigma 24-70/2.8 24mm, f3.2, 1/40s., ISO 5000

Tego wieczoru wykonałem wiele zdjęć, jak zwykle wybrałem kilka, ale tylko jedno najdłużej oglądałem oglądam i myślę o tym!